Lech Poznań bardzo często lubi sobie utrudniać życie i przegrywać wygrane sezony. Grać pięknie, by w równie doniosły stylu dostać w głowę. Na chwilę obecną jest najbardziej efektowniej grającym zespołem Ekstraklasy, dysponuje ogromem indywidualnej jakości, otwiera tabelę, ale ma tyle samo punktów, co Górnik Zabrze. Pokorę warto jednak zachować, bowiem Legia od dziesięciu spotkań jest niepokonana w lidze. Na wiosnę uległa tylko jeden raz.
Modernizacja Legii Warszawa by Marek Papszun
Jakie są sekrety zwyżki formy Legionistów? Ano, najwięcej dało przybycie Marka Papszuna na Łazienkowską. Legia rozpoczęła rundę od przegranej z Koroną Kielce, jednak od tego momentu nie poczuła smaku porażki. Marek Papszun stawia na pragmatyzm, wie, kiedy oddać inicjatywę (tak jak z Górnikiem Zabrze), a kiedy próbować dominacji (jak z Zagłębiem Lubin). Od swoich zawodników oczekuje intensywności, wyróżnia go wyjątkowy etos pracy. Świetnie w jego zespół wkomponował się Rafał Adamski. Na boisku jest wszędzie, gdzie go potrzeba, potrafi wykończyć strzał, na boisku haruje jak wół. Renesans przeżywa Patryk Kun, w defensywie i rozegraniu swoi robi Rafał Augustyniak. Bezpieczeństwo w bramce daje Otto Hindrich. W repertuarze Kacpra Chodyny poza dobrymi chęciami znalazła się i przestrzeń na skuteczność.
„Wojskowi” względem tego, co działo się pod koniec ubiegłego roku wykonali progres. Oczywiście, nie są daleko od strefy spadkowej, ale mogą być pewni, że utrzymanie poziomu, na który już wskoczyli pozostanie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym zagwarantuje.
Będą chcieli też uszczypnąć Lecha Poznań.
Co może bardziej zwiększyć pewność siebie piłkarza z czarną elką na piersi niż pokonanie „Kolejorza” na wyjeździe? I to takie zwycięstwo, które skomplikowałoby sprawę walki o mistrzowski tytuł Poznaniaków.
Marek Papszun to nie tylko trener, ale i kibic Legii Warszawa, zatem doskonale sobie zdaje sprawę z wagi tego pojedynku. Trener „Wojskowych” aż ośmiokrotnie pokonywał „Kolejorza”, a zaledwie trzy razy ulegał klubowi z Poznania. Niels Frederiksen, jako trener Lecha, ani razu nie wygrał z klubem prowadzonym przez Marka Papszuna. Ponadto, w tym sezonie na dwie dotychczasowe konfrontacje zwaśnionych Lecha i Legii przypadło zwycięstwo klubu ze stolicy w Superpucharze Polski i remis w lidze. Lech, by przypomnieć sobie triumf nad Legią musi zatem sięgnąć pamięcią minionego sezonu.
Lech Poznań musi wygrać z Motorem i Arką
Legia Warszawa jest pierwszą poważną przeszkodą na drodze do mistrzostwa Polski – tutaj ryzyko utraty punktów jest całkiem spore. Drugiego maja „Kolejorz” podejmie Motor Lublin na wyjeździe. Możemy mieć naprawdę duże, piłkarskie święto. Lech Poznań gra efektownie piłką, Motor Lublin lubi zagrać festiwal nienagannej urody ofensywnego futbolu. Porównując jakość w obu zespołach, mając na uwadze fakt, że defensywa Lublinian nie należy do najmocniejszych i pozostawia luki, na Lubelszczyźnie powinno pójść łatwiej niż z Legią.
Następny mecz z Arką Gdynia, która pod wodzą Dariusza Banasika znacznie częściej gra piłką. Konstruuje akcje, weszła na trochę wyższe obroty. Nie mam pewności, czy trudniejszym przeciwnikiem dla „Kolejorza” nie byłaby do bólu pragmatyczna, bardzo często najzwyczajniej w świecie nudna Arka Gdynia Dawida Szwargi. Zresztą, potwierdzeniem mojej tezy jest spotkanie Poznaniaków i Gdynian w rundzie jesiennej. Owszem, „Duma Wielkopolski” była wówczas w przeogromnym dołku. Tak czy siak, swoje błędy indywidualne przepłaciła stratą trzech goli i trzech punktów. Arka mając korzystny wynik nie musiała już aż tyle pracować w ofensywie. Wystarczyło zastawić się we własnej bramce i patrzeć na kreacyjną bezradność zaprzyjaźnionego „Kolejorza”.
Banasik do wyboru będzie miał dwa rozwiązania – grać swoje i zaryzykować, ale zaserwować nam bardzo ładne widowisko albo puścić sobie z odtworzenia Arkę Szwargi. Może trzeba zatelefonować do poprzednika z zapytaniem, czym nafaszerował Edu Espiau’a, że był aż tak skuteczny.
Zawsze groźny Radomiak Radom
Potem Radomiak Radom. Jedna ze słabszych drużyn na wiosnę, mocny kandydat do wzbogacenia obsady Betclic. 1 Ligi. Lech Poznań będzie murowanym faworytem, ale… Poznaniacy niekoniecznie dobrze czują się w Radomiu. Od powrotu „Warchołów” na najwyższy szczebel rozgrywkowy, Lech ani razu nie wygrał z nimi na wyjeździe. Próżno szukać wielu argumentów na rzecz Radomiaka patrząc na kadry i formę obu zespołów, ale historia bywa niedocenianą bronią.
Lech Poznań może walczyć o tytuł mistrzowski z Wisłą Płock Mariusza Misiury. To najgorszy scenariusz dla Nielsa Frederiksena
Lech zakończy sezon starciem z Wisłą Płock. Najgorszym możliwym rywalem dla „Kolejorza”. Takim, który kradnie minuty, muruje się na swojej połowie, gra bardzo nisko, ma ogromną świadomość swoich ograniczeń. Jest także bardzo pewny siebie grając w ramach nałożonych przez Mariusza Misiurę. Z pewnością najwygodniej dla Lecha byłoby rozstrzygnąć kwestie mistrzostwa już wcześniej lub przynajmniej nie dopuścić do sytuacji, w której tytuł wiązałby się z koniecznością zdobycia trzech punktów przeciwko podopiecznym Mariusza Misiury.
Możemy krzyczeć w niebogłosy i zrzędzić, że jak to jest, mistrz Polski boi się sytuacji, w której musi pokonać Wisłę Płock?! Brzmi to komediowo, ale w ogromnej części to kunszt Mariusza Misiury, który nie dysponuje ogromem jakości. Latem stracił Andriasa Edmundssona, filar defensywy. Na szpicę sprowadzono mu już przed rokiem negatywnie zweryfikowanego przez polską piłkę Saida Hamulicia. Przyszedł Dominik Sarapata, który nie łapie się do pierwszego składu. Przeglądając więc kadrę „Nafciarzy” trzeba stwierdzić jednoznacznie – Mariusz Misiura jest fachowcem, że znalazł odpowiedni styl, by Płocczanie nie tylko się utrzymali, ale i powalczyli o europejskie puchary.
I na początek kariery w Ekstraklasie 6/6 punktów, w tym wygrana z wicemistrzem na jego terenie.
Mariusz Misiura=szef 💪🏻💪🏻💪🏻 https://t.co/HvTUca0o0q
— Mateusz Janiak (@eMJot23) July 27, 2025
Reasumując: będąc Lechem Poznań, opierając się na ataku pozycyjny, nieprzyjemnie grać przeciwko drużynom mocno zdyscyplinowanym taktycznie, oddającym posiadanie i murującym się w defensywie. Zwłaszcza prowadzonym przez takiego kozaka jakim jest Mariusz Misiura.
Wyeliminować nieskuteczność, strach w obliczu pressingu i podstawowe błędy w defensywie
Przed absolutnym finiszem wyścigu o mistrzostwo Polski, w którym, na chwilę obecną, trudno wyobrazić sobie innego mistrza niż Lech Poznań trzeba poprawić kilka mankamentów. Po pierwsze skuteczność: pudła Patrika Walemarka do pustej bramki muszą zostać wyeliminowane. Mikael Ishak musi się odblokować i dawać więcej w ofensywie. Inaczej trzeba zmuszać do bronienia wyniku kogoś z trójki: Płaman Andreew bez sprawnej jednej nogi, Robert Gumny lub Yannick Agnero. Żaden z tych wariantów nie daje gwarancji utrzymania trzech oczek, choć chwała bułgarskiemu golkiperowi za interwencję w kluczowym momencie i zarazem bardzo trudnej dla niego chwili przeciwko Pogoni Szczecin. Czasem problemem jest decyzyjność. Im bliżej bramki, tym ofensywnym graczom Lecha łatwiej się podpalić. Ta tendencja jest widoczna coraz częściej u Mikaela Ishaka, Patrika Walemarka, który bardzo potrzebuje trafienia i Luisa Palmy, który lubi grę fantazyjną, ale czasami powinien postawić na podanie do kolegi.
Na sam koniec, trzeba ostatecznie uspokoić defensywę. Ograniczyć niepotrzebne straty do minimum. Nie bać się pressingu rywala. Bezpieczne tyły to bardzo duża część sukcesu. Gdyby nie tyle dziecinnie prostych błędów w obronie na początku sezonu, być może Lech już dziś grałby o przyklepanie sobie tytułu mistrzowskiego. Nie mówilibyśmy wówczas o najgorszym zwycięzcy Ekstraklasy w historii.
Lech Poznań słabszy niż rok temu?
Bo to nie jest tak, że Lech Poznań zanotował nie wiadomo jak ogromny regres. Punktuje gorzej niż za Mariusza Rumaka. To ma prawo wzbudzać niepokój, ale gra bardziej jakościowo i na podobnym poziomie, co rok temu. Miniona kampania zakończyła się mistrzostwem Kolejorza. Bywały momenty trudne, ale tytuł udało się dowieźć. Fakt, Lech punktował zdecydowanie lepiej niż w tym sezonie – to jednak jest dopiero pierwszy, w którym Niels Frederiksen prowadził Lecha w PKO Ekstraklasie i Lidze Konferencji UEFA.
Kiedy tylko zaczynamy w niego wątpić, on wbija i rozwiewa wszelkie wątpliwości.
Niels Frederiksen, bloody hell. pic.twitter.com/fodoJPjnGS
— Pilox (@PiloxLP) March 15, 2026
Kampania rozpoczęła się ogromnej skali plagą kontuzji. W październiku i listopadzie, gdy sytuacja Lecha zaczęła bardziej niepokoić, trzeba było układać zespół na nowo. Lech nie miał wielu meczów, które od początku grał beznadziejnie. Zwykle decydowały głupie straty czy gorsza dyspozycja Bartosza Mrozka. Z mocniejszymi rywalami, pokroju KRC Genk, Crvenej Zvezdy, Rayo Vallecano czy Szachtaru Donieck – Frederiksen wyszedł na rywali zbyt odważną taktyką. Jesienią brakowało też mentalnej siły. Porażka z gibraltarskim Lincolnem w budowaniu pewności siebie, z całą pewnością, nie pomogła.
Nie można więc oceniać dotychczasowego Lecha wyłącznie przez pryzmat średniej punktów. Prowadzi w lidze. To jest obecnie najważniejsze. Droga do mistrzostwa jest trudna, nie może być inaczej. Jest jednak jedyną okazją, by udowodnić, że splot wielu nieszczęśliwych sytuacji i detali niewynikających z ogólnej jakości zespołu sprawił, że Lech nie punktuje na oczekiwanym poziomie. Pierwszą stacją na tej drodze jest Legia Warszawa Marka Papszuna.